Mików imię …

Emil Kowalczyk
Lipnica Wielka

SPISZ I ORAWA
ISBN 83-904802-0-4
KRAKÓW 1995

Józefa z Machayów i Emil Mikowie są typowymi przedstawicielami społeczników, którzy ofiarnie wykonywali posłannictwo oświatowców, niemal wiernie realizując pozytywistyczne idee „pracy organicznej” oraz „pracy z ludem i dla ludu”. Nadgraniczna Orawa na początku XX wieku ciągle jeszcze była takim terenem, gdzie należało wykonać olbrzymią działalność oświatowo-kulturalną, która miała na celu podniesienie gospodarcze tego jakże zaniedbanego regionu.

Ksiądz profesor Józef Tischner, głosząc 24 maja 1992 roku homilię z okazji powrotu tablicy ku czci Piotra Borowego na lipnickim kościele, wypowiedział znamienne słowa:

Pogranicze to wielka szansa poszerzenia horyzontów. Na granicy – mówiąc tak po prostu i po naszemu – można albo zgłupieć albo zmądrzeć. Można powiedzieć tak: kto głupi, a postawi się go blisko granicy to zostanie jeszcze głupszy, a kto mądry i stanie blisko granicy ten zobaczy wielkie horyzonty i wielki świat1.

Myślę, że właśnie ci ludzie stanowią przykład takiego otwarcia się „przygranicznego”. Oboje pochodzili ze starych i zasłużonych rodzin orawskich o różnej orientacji narodowej. Wszak zawsze potrafili z poszanowaniem i uznaniem odnosić się do drugiej strony – reprezentującej inny pogląd. Obce im były nacjonalistyczne zapatrywania.

Józefa Machayówna-Mikowa urodziła się w Jabłonce w 1897 roku. Rodzicami byli Andrzej i Maria ze Zwolińskich. Na jej postawę i kształtowanie się osobowości wielki wpływ wywarli bracia: Karol, Eugeniusz i Ferdynand, wszyscy bowiem kształcili się i ukończyli studia wyższe. Szczególnie bliscy sobie byli Józefa i ks. Ferdynand Machay – mieli podobne temperamenty, charaktery i zainteresowania. Józefa była inteligentna, elokwentna i łatwo nawiązywała kontakt z ludźmi. Znała dobrze węgierski ( to przecież język urzędowy w latach jej dzieciństwa), słowacki i oczywiście polski. Nieźle podobno radziła sobie z czeskim i niemieckim. Od najmłodszych lat wykazywała spore zainteresowania pedagogiczne. Lubiła przewodzić w gronie rówieśników, którzy cenili ją za odwagę, pracowitość i serdeczność, przy czym należała do ludzi niezwykle głęboko religijnych. To właśnie chrześcijańska miłość bliźniego stanowiła jej podstawowy kanon życiowy. Stąd obce jej były egoizm narodowy i ksenofobia. Była natomiast wielką patriotką Polski. Patriotyzm zawsze wypływa z miłości, a ta nie zna nienawiści… Tak jak miłość w rodzinie nie przeszkadza w miłości innych członków wspólnoty narodowej, tak również owa norma moralna winna obowiązywać w stosunkach międzynarodowych. I od tej zasady nie odeszła nawet podczas straszliwej gehenny gestapowskiego więzienia (słynna modlitwa za wroga i wybaczenie zdrajcom, nawet tym najbliższym).

Była obdarzona oryginalną i nieprzeciętną urodą i bardzo silną osobowością, która wprost zniewalała obcujących z nią. Wysoka i smukła blondynka o bujnych włosach, niebieskosiwych i mądrych oczach, orlim nosie, o dość ostrych rysach owalu, robiła wrażenie chłopięcia góralskiego-orlęcia. Nazywali ją „królowa Tatr”, „Zbójnik”, „Pułkownik”, a miejscowi „Rektorka”, „Ciotka” itp.

Młodość jej przypadła na burzliwe lata I wojny światowej i tworzenia się państw narodowych w nowej Europie. Niestety lata te nie pozwalały na kontynuowanie studiów. Pod wpływem brata ks. dr. Ferdynanda, który należał do gorliwych orędowników powrotu tych ziem do Polski, została ofiarną działaczką narodową na południowych kresach Rzeczpospolitej, aktywnie włączając się w ruchy niepodległościowe. Była oddanym członkiem Komitetu Plebiscytowego na Spiszu, gdzie została skierowana. Kiedy jednak nie doszło do plebiscytu, wróciła na Orawę i całkowicie poświęciła się pracy narodowej, kulturalnej i oświatowej wśród rodaków. Usilnie dążyła do podniesienia gospodarczego ziem podbabiogórskich. Pewną szansę widziała w rozwoju tzw. przemysłu domowego. W tym zakresie jej zainteresowania i działalność były zbliżone z postawą Emila Miki, z którym wzięła ślub w roku 1922.

Jej mąż urodził się w Lipnicy Wielkiej 15 maja 1896 roku w rodzinie słowackiej. Ojciec Wendelin był miejscowym organistą i nauczycielem, a matka pochodziła z Bęków w Podwilku. Dzieciństwo spędził w rodzinnej wsi. Tu zaczął naukę, a później uczył się w Trzcianie (Trstenie), gdzie ukończył gimnazjum. Dalszą naukę pobierał w seminarium nauczycielskim w Klasztorze pod Znievom k. Martina. Uczył się w szkole węgierskiej, ponieważ wówczas Orawa wchodziła w skład monarchii austro-węgierskiej. Po ukończeniu studiów powołany został do odbycia służby wojskowej, która przypadła na lata I wojny światowej. Walczył jako oficer w Karpatach zachodnich. Po wojnie wrócił do Lipnicy, którą włączono do Polski. Cała jego rodzina wyjechała, gdyż jej członkowie uważali się za Słowaków. On jednak pozostał. Na pewno na taką decyzję wpływ miały obowiązki organistowsko-nauczycielskie i rodzące się uczucie do Józefiny, ale też niemałe znaczenie odgrywało ukochanie ludu orawskiego, jego kultury i chęć pomagania mu w tych trudnych i złożonych czasach. To było jakieś pragnienie spłacenia długu zaciągniętego wobec rodzinnej ziemi.

Właśnie tu w Lipnicy rozwinął szeroką działalność społeczną, gospodarczą i kulturalną. Dzięki dużym zdolnościom i zamiłowaniom pedagogicznym dał się poznać jako wspaniały nauczyciel i wychowawca. Potrafił rozbudować wśród dzieci i młodzieży nie tylko ambicje i chęć do nauki, ale także aktywność i zainteresowania pracą społeczną (w szkole założono m.in. spółdzielnię uczniowską oraz działkę wzorowo prowadzoną przez uczniów). Jednocześnie rozpoczął pracę oświatową z dorosłymi. Zorganizowała kurs dla analfabetów, naukę rachunków i nowoczesnego gospodarowania.

Zawsze interesował go bogaty folklor orawski, wówczas jeszcze mało znany w Polsce. Efektem tych zainteresowań było zorganizowanie w roku 1925 pierwszego na Górnej Orawie zespołu artystycznego popularyzującego folklor Orawy w całym kraju. W pierwszej fazie działalności zespołu jego repertuar składał się głównie z utworów muzycznych, pieśni i tańców orawskich. Zespół wkrótce osiągnął wysoki poziom artystyczny. W roku 1927 w Krakowie dokonano pierwszych nagrań dla Polskiego Radia. Lipniczanie prezentowali swój repertuar w wielu dużych miastach kraju m.in. Katowicach, Warszawie, Lwowie, Poznaniu i Gdyni. Uczestniczył również w Zjazdach Ziem Górskich w Zakopanem, Wiśle, Sanoku i innych miejscowościach. Emil Mika dużo pracy poświęcał chórowi, który zdobył spore uznanie wśród słuchaczy i znawców. Interesował się także zwyczajami i obyczajami orawskimi, które włączył do repertuaru Zespołu, zwracając szczególną uwagę na ich autentyczność i wierność tradycji. Ogromnym powodzeniem cieszyło się orawskie wesele, które wiernie odtwarzało ten obyczaj, ukazując bogactwo obrzędowości. W roku 1935 Emil Mika wydał nakładem Związku Górali Spisza i Orawy Sen bacy, utwór przeznaczony dla scen amatorskich. Cieszył się on dużą popularnością i do dziś jest wspominany z ogromnym sentymentem przez starszych mieszkańców Orawy.

Dużą uwagę przywiązywał E. Mika do strojów orawskich, które z ogromnym pietyzmem kompletował, gromadził, a nawet reaktywował, gdyż zaczynały one już zanikać. Jeszcze tylko starzy Orawiacy nosili (niestety nie zawsze kompletny) tradycyjny ubiór ludowy. Przygotowywał staranną dokumentację strojów dla swojego zespołu (odwiedzał w tym celu wielu mieszkańców Orawy), dbając o szczegóły kroju, haftu, układu guzików itp., toteż stroje te często były nagradzane na różnych konkursach. Służyły one później na wzór innym zespołom folklorystycznym działającym na Orawie.

Oprócz repertuaru doskonalono również wiedzę muzyczną członków zespołu, gdyż E. Mika uczył ich teorii muzyki, czytania nut itp. Z czasem postanowił poszerzyć zespół i utworzyć, a właściwie reaktywować orkiestrę dętą. Przygotowania rozpoczął nie posiadając jeszcze kompletu instrumentów muzycznych, które otrzymał dopiero w roku 1930 dzięki Towarzystwu Szkoły Ludowej. Jednak znaczną część instrumentów zespół musiał kupić ze swoich skromnych funduszy, zdobywanych w różnorodny sposób; m. in. w karnawale członkowie orkiestry kolędowali po domach, a zebrane pieniądze przeznaczono na zakup brakujących instrumentów. Wkrótce orkiestra osiągnęła wysoki poziom i z powodzeniem koncertowała na Orawie i poza jej granicami. Próby odbywały się dwa razy w tygodniu (często nawet w godzinach nocnych), najpierw w izbie szkolnej, a od roku 1929 w Domu Ludowym, który przy pomocy miejscowej ludności zbudowali Mikowie z funduszy Towarzystwa Szkoły Ludowej. Poprawiły się więc warunki pracy zespołu, gdyż w nowym obiekcie była duża sala widowiskowa z szatnią i garderobą, magazyn instrumentów i strojów, a także ogrzewane sale prób.

Wszechstronne uzdolnienia Miki pozwalały mu na samodzielne prowadzenie zespołu, którego był kierownikiem oraz choreografem i scenografem. Jego oprawy sceniczne były piękne i oryginalne, gdyż doskonale rysował i malował (interesował go szczególnie batik, który uprawiał z powodzeniem). Wprowadzał także na scenę pewne nowości techniczne, np. spadające kurtyny, ognie bengalskie, efekty dźwiękowe i świetlne. Ówczesna ludność miała dzięki temu możliwość bycia niemal w prawdziwym teatrze, czego tak bardzo brakuje dzisiejszym mieszkańcom orawskiej wsi.

W tej jakże trudnej i ofiarnej działalności z ogromną pasją wtórowała mu żona Józefa, a w niektórych dziedzinach ona przejmowała inicjatywę. Dotyczy to przede wszystkim pracy patriotycznej, gospodarczej i organizatorskiej. To ona częściej wyjeżdżała z zespołem folklorystycznym, bo jego zatrzymywały obowiązki nauczycielskie i organizatorskie, a także umiłowane pszczoły.

Józefa Mikowa pracowała nad rozwojem spółdzielczości na Orawie, zwłaszcza w Lipnicy. Było to słynne „wiciowskie” przetwarzanie społeczności własnymi siłami. Pewne dochody zaczynało przynosić założone w roku 1929 Kółko Rolnicze, działające w wykupionej od Berty Strauss karczmie. Mieścił się tam sklep, składnica towarów, punkt skupu płodów rolnych itd. Propagowano też nowoczesne formy gospodarowania, m. in. sadownictwo prawie zupełnie nie znane na Orawie. Emil Mika sprowadził z Krakowa kilkaset drzewek owocowych i, aby więcej ich było w ogrodach orawskich gazdów, rozpowszechnił szczepienie „dziczek”. Przy szkole wzorowo prowadzona była działka, udowadniając w ten sposób, że nawet w surowym klimacie Orawy i na niezbyt urodzajnych glebach można rozwinąć z powodzeniem sadownictwo i warzywnictwo.

Kulturotwórcza funkcja pracy Józefy i Emila Mików była ogromnie widoczna już od samego początku ich działania. Lipnica tętniła życiem. Do Kółka Rolniczego zakupiono w roku 1935 radio (chyba jedno z pierwszych na Orawie) i ludzie chodzili tam słuchać audycji. Później były rozmowy i dyskusje na temat owych audycji, konfrontowanie wiadomości z miejscowymi realiami itp. Wymownym dowodem tej pracy jest następujące sprawozdanie z pracy Koła TSL z roku 1929:
urządzono 7 przedstawień, 1 zabawę, 3 obchody narodowe”.

Wiele pogadanek urządzonych z Kółkiem Rolniczym było poświęconych przeważnie rolnictwu. W dziale czytelnictwo:
Przy kole istnieje wypożyczalnia książek. Wypożyczających jest 88. Książek w bibliotece 483. Wypożyczalnia jest bezpłatna”.

W rubryce inne:
Koło posiada własną orkiestrę dętą, składającą się z 17 członków. Prowadzony jest chór mieszany. Opracowuje się pieśni orawskie na cztery głosy. Koło posiada szkółkę drzew owocowych”.
W rubryce działalność Koła czytamy:
Członkowie Koła w 95% to rolnicy. Sekcja rolnicza chcąc podnieść lud i szerzyć kulturę rolną, zamierza na 18-morgowym gruncie, wydzierżawionym od Ministerstwa Rolnictwa, przeprowadzić wzorową gospodarkę”.
I dalej:
Szerzenie oświaty i kultury jest główną wytyczną Koła, gdyż tylko wtedy rolnicy zachęcą się do naśladowania (będzie większy napływ członków, pozyskamy zaufanie ludu), wtedy spełnimy należycie nasze zadania i obowiązki”.


Ogromną rolę w rozwoju uczuć patriotycznych odgrywały organizowane przez Józefę Mikową wycieczki, jeszcze przed wyjazdami Zespołu. Były one finansowane głównie przez Towarzystwo Kresów Południowych i instytucje oświatowe. Przyczyniały się do zbliżenia różnych regionów Polski, umożliwiały poznanie dorobku kulturowego i gospodarczego Polski, rozwijały poznanie i obycie, uczuciowo wiązały z Ojczyzną.

Za swoją działalność oświatową, patriotyczną i budzenie świadomości narodowej Józefa Mikowa została odznaczona orderem Polonia Restituta. Otrzymała także list gratulacyjny z Uniwersytetu Jagiellońskiego podpisany przez profesorów i studentów tej uczelni. Ten list ceniła sobie bardzo wysoko i niezwykle była dumna z tego znamiennego i szczególnego wyróżnienia.

Usilnie i niezmordowanie pracowała nad rozwojem społeczności lipnickiej, a była to ogromnie ciężka i trudna praca. W swoich poglądach społecznych bardzo bliska była postawie swojego brata ks. dr. Ferdynanda Machaya, który należał do Rady Społecznej Kościoła powołanej przez prymasa A. Hlonda. Owa Rada miała opracować i wprowadzić w życie społeczny program Kościoła katolickiego, program dostosowany do ówczesnych potrzeb społeczeństwa polskiego. Ksiądz słynął z dość radykalnych poglądów społecznych. Brał w obronę robotników i chłopów, których sytuacja była wtedy dosyć trudna i niepokojąca, a młode państwo polskie nie miało jasnej koncepcji na rozwiązanie tych problemów. Należała do gorących zwolenników agraryzmu. W nim widziała pewną szansę na podniesienie gospodarczo-kulturalne i społeczne wsi polskiej. O jej przekonaniach dobitnie świadczy wypowiedź po jednym z występów zespołu folklorystycznego zawarta w liście do swojej przyjaciółki Jadwigi Zembaty napisanym we wrześniu 1937 roku:

Obrzydzenie mam po tym wszystkim – wydaje mi się, że wszystkie te komedie po to urządzają nasi panowie, aby zagłuszyć swoje sumienia, aby muzyka, śpiewem i tańcem tej małej garstki zrównoważyć to, co się równocześnie dzieje w kraju – strajki, przelewanie krwi itp. – mam tego dość!

Jednak nie należała do ludzi, którzy łatwo się zniechęcają i rezygnują ze swoich planów. Ta orawska „Siłaczka” nadal niezwykle ofiarnie kontynuowała rozpoczętą z takim oddaniem swoją pracę oświatową.

Emil Mika zasłynął także jako zbieracz pieśni ludowych. Wielu starszych lipniczan wspomina z dużym sentymentem krępą, lekko pochyloną postać Pana kierownika szkoły, wędrującego po domach w poszukiwaniu orawskich nutek. Plonem tej żmudnej i długiej, bo trwającej około 10 lat pracy, były Pieśni orawskie wydane nakładem Związku Spisko-Orawskiego w roku 1934.

Zbiorek ten wzbudził duże zainteresowanie muzyków, dialektologów i folklorystów. Przede wszystkim zapoznawał z melodiami orawskimi na ogół prostymi, pełnymi zadumy, ale spotykamy wśród nich również melodie wartkie i „ogniste” na czele z żywiołowymi „ciardasiami”, które trafiły tutaj poprzez Słowację z Węgier, ale już tylko w melodii można dostrzec niewielkie echa „madziarskich” rytmów. Zresztą w stylu orawskim, który ukształtował się w XVII i XVIII wieku, należy uwzględnić wpływ sąsiadów, zwłaszcza Podhala, Żywiecczyzny no i Słowacji. Teksty pieśni stanowią doskonałe źródło informacji o życiu górali orawskich.

Oryginalne i mało znane w Polsce pieśni orawskie wzbudziły duże zainteresowanie wielu ówczesnych muzyków i muzykologów. Opracowali na chór niektóre z tych pieśni prof. Adolf Chybiński i znany przed wojną dyrygent Jarosław Leszczyński. Ten ostatni zafascynowany pięknem orawskich melodii wydał je drukiem Ej, od orawskiej strony. Znakomity chór męski „Echo” z Poznania włączył do swojego repertuaru skomponowaną przez Tadeusza Kasserna Suitę orawską, którą rozpoczyna piosenka Lipnica, Lipnica to piykne miastecko. Suitę orawską, poznańskie „Echo” śpiewało na ogólnopolskim konkursie chórów w Gdańsku. Tak wspomina to wydarzenie członek chóru dr Jerzy Młodziejewski: „Czy nadzwyczajne jej wykonanie, czy dbałość o wszelkie, drobne nawet fragmenty ze strony dyrygenta, czy też świeżość melodii góralskiego świata tu, w pobliżu Bałtyku, sprawiły, żeśmy odnieśli szalony sukces i uzyskali pierwsze miejsce pomiędzy 70 niemal chórami – i to jakiej doskonałości zespołami – z całej Polski! Na drugi dzień Suitę naszą usłyszała cała Polska, gdyż śpiewaliśmy ją w radiu na Oksywiu2.

Lipnicki „rektór” był człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym. Bardzo interesowały go nowości techniczne, o których informował uczniów w szkole i dorosłych na różnorodnych kursach. Zbudował małą elektrownię, która dostarczyła prąd do mieszkania i szkoły. Marzył o zbudowaniu elektrowni dla całej wsi. Pasjonowało go radio. Sam zbudował dedektor, a następnie krótkofalówkę. Był członkiem Polskiego Związku Krótkofalowców. Dobra znajomość języków obcych ułatwiała mu nawiązywanie kontaktów z krótkofalowcami na całym świecie. Za swoją oddaną pracę społeczno-kulturalną odznaczono go Srebrnym Krzyżem Zasługi.

W tej samej oficynie wydawniczej jego żona wydrukowała sceniczną sztukę Skubarki, opartą na dorocznych zwyczajach związanych z darciem pierza. Wiele zespołów do dzisiaj wystawia tę świetną sztukę. Zresztą inspirująca rola pracy Józefy i Emila Mików trwa po dziś dzień – zwłaszcza jego działalność muzyczna. Zresztą coraz częściej używa się określenia „Orawski Kolberg”, co chyba najtrafniej oddaje jego zasługi dla rodzinnej ziemi.

Ową jakże wspaniałą i potrzebną pracę tego małżeństwa przerwał wybuch II wojny światowej. Zresztą Mików już nie było na Orawie. On został zmobilizowany i walczył na wrześniowym froncie. Ona schroniła się u brata w Krakowie ks. Ferdynanda Machaya, który tak wiele pomógł w strasznych czasach okupacji hitlerowskiej, a plebania na Zwierzyńcu przekształciła się w ważny ośrodek konspiracyjny. Zresztą już wcześniej Mikowie trafili do Tajnej Organizacji Wojskowej, której oddziały zaczęły funkcjonować jeszcze grubo przed wybuchem wojny, a jej zadaniem było głównie prowadzenie dywersji w czasie wojny. Po zdemobilizowaniu Emil przybywa też do Krakowa, a jego umiejętności obsługi nadajników krótkofalowych predestynowały go do konspiracyjnej działalności.

I znów z niesamowitą ofiarnością i poświęceniem oddają się Mikowie narodowym sprawom polskim, włączając się w walkę podziemną z okupantem. Józefa była generalnym kwatermistrzem ZWZ Armii Krajowej oraz oficerem łącznikowym między Komendą Główną AK a dowództwem Obszaru Południowego. Wierzyła głęboko, że ta niesprawiedliwa wojna musi się wkrótce zakończyć i przywrócić wolność i niepodległość ukochanej Polsce. Tak większość Polaków żyła nadzieją i pocieszała się na wiosnę 1941 roku popularnym porzekadłem: „Im słoneczko wyżej, tym Sikorski bliżej”.

Zresztą nad Mikami od samego początku wojny zawisło ogromne niebezpieczeństwo. Już 1 września po wkroczeniu Niemców do Lipnicy splądrowali oni szkołę i ich mieszkanie. Wydaje się że byli dobrze poinformowani i wiedzieli kogo szukają. Nawet tu na Orawę sięgały macki V kolumny. Geodeta Ernest Kuchar – mąż nauczycielki pracującej w Lipnicy Małej, a w jakimś stopniu nawet spokrewniony z Mikami, bo była matką chrzestną jego dziecka – okazał się niemieckim agentem. Spotkała go w katowni w Zakopanem, to był dla niej straszny cios. W tej sytuacji aresztowanie Mików było tylko kwestią czasu. Jednak bezpośrednią przyczyną były wpadki w Muszynie, w Krakowie i Zakopanem, zwłaszcza „Góralki”.

Oboje zostali zaaresztowani o północy 3 maja 1941 roku. [sic!] Emila odesłano transportem do Oświęcimia, ją natomiast pozostawiono na Montelupich, by wydobyć wiadomości o tej organizacji i jej członkach. Półtora roku trwała ta straszna gehenna. Wożono ją do Zakopanego do słynnej katowni gestapo mieszczącej się w „Palace”, to znów do Krakowa. Nie przyjęła propozycji ucieczki w obawie przed aresztowaniem brata i innych ludzi. Józefa te straszliwe przesłuchania znosiła niesamowicie dzielnie i bohatersko oraz z

dziwną równowagą ducha. Żyła już tylko wiarą. Była wśród towarzyszek aniołem wiary w Boga i nadziei, i miłości […] Jej cela wyglądała jak klasztor. Powoli zaczęły się łamać siły fizyczne, lecz nie duchowe […] Dręczono ją coraz słabszą, karząc jej stać bez ruchu z twarzą do ściany na korytarzu. Po paru godzinach mdlała; zlewano ją wodą i kazano stać na nowo. To znów przerzucano ją do ciemnicy, pozbawiano wszelkiego pożywienia. Spodziewano się, że może choć teraz załamanie się w niej duch, że zacznie mówić. I nie załamał się.

Przyszło jej spotkać się w więzieniu z towarzyszkami z konspiracji, które w chwili słabości wydały jej imię. Pytała: jakeście mogły? – Bośmy wiedziały, że nie wytrzymamy bicia i wydamy wszystkich. Podałyśmy nazwisko Pani , bo jest silna. I dalsze ofiary w ten sposób unikną naszego losu.

Tak się też stało. Mikowa ocaliła kilkudziesięciu ludzi od śmierci”.

Jednak jej żelazny organizm nie wytrzymał tej męczarni. Zachorowała na gruźlicę. Dzięki niesamowitym wprost staraniom ks. Ferdynanda umieszczono ją w szpitalu Św. Łazarza, ale na krótko, bo gestapo zażądało jej powrotu do celi więziennej, gdzie 14 października 1942 roku zginęła uśmiercona zastrzykiem fenolu w serce. Parę dni później gestapowcy przynieśli księdzu, jej bratu, oficjalne zawiadomienie o śmierci siostry. Odchodząc jeden z nich powiedział: „Das war eine harte Frau”. Drugi dodał: „Ja, das war eine sehr harte Frau!3

Wrażliwy, łagodny o delikatnym zdrowiu Emil Mika nie miał żadnych szans na przeżycie Oświęcimia. Jednak do końca miał nadzieję. Łudził się, że może uda mu się przeżyć to piekło. Prosił przyjaciół i rodzinę, by dostarczono mu kontrabas – potrzebny do gry w obozowej orkiestrze. Ci, zwłaszcza ksiądz Ferdynand, robili wszystko, by tę prośbę spełnić. Dostarczyli do Oświęcimia upragniony instrument, ale Mika złożony czerwonką już nie zagrał na nim. Zginął 7 listopada 1941 roku, a ciało spalono w krematorium.

Józefa i Emil Mikowie oddali życie za Ojczyznę. Ich bohaterska postawa niewątpliwie zasługuje na uznanie i szacunek. Żyją ciągle w naszej pamięci, a ich działalność nadal inspiruje do pracy następnych społeczników do kontynuowania wspaniałego dzieła.

1 T. T i s c h n e r, Boski Młyn, Kraków 1992, s. 85.

2„Przyjaciel Spisza i Orawy”. Kalendarz na Rok Pański 1939. Nakładem Związku Górali Spisza i Orawy, Kraków 1939.

3 W. W n u k, Walka podziemna na szczytach, Warszawa 1965, s. 165

E. Kowalczyk, Mików imię..., w: Spisz i Orawa w 75. Rocznicę powrotu do Polski północnych części obu ziem; Kraków 1995 s. 241-248. Ze zbiorów Gminnej Biblioteki Publicznej w Lipnicy Wielkiej