Lipnica na Orawie, w marcu 1913,

Lipnica na Orawie, w marcu 1913,

Bardzo wos pieknie pozdrowiom, wos panów co te nowiny pisecie, i tyk syćkik, co je cytajom. A teroz wom pisem, ze „Gazeta Podhalańska” wywołała i u nos wielkie zaciekawienie. Bardzo nom to miło, ze sie nasły przecie nowiny, które sie postawiły za nasom gwarom. Zacynomy se je téz coroz lepiej sanować a dzięki temu, lepiej zacynomy sanować i nasom góralskom gwarę.

Co prowda, my sie nasej gwary ani przedtem nie wyrzekali, ale my sie ta jeno jacy i pohańbowali za niom. Tak iście to było, jako kie sie tu ozenił parobek, mianem Pieter i wzion se za zone bardzo poćciwom, ale starom babe, mianem Jewe. Przy powsednim casie, w dóma, zyli bardzo zgodliwie; Pieter nawet i przed ludziami powiadoł, ze jom „rod widzi”, bo je mięko i dobro, jak masło z chlebem, a obchodzi sie z nim, jak „z włosnem dzieckiem”. Jednak, kie przysed kiermas (jarmark), abo wesele, to Pieter zamknon swojom Jewe , (co obchodziła sie z nim, jak „z włosnem dzieckiem”.) w chałupie a ón se wysukoł młodsej „Jewki” i z tom sie potem paradził przed tym grzesnym światem…

Ale nie dziw, jezeli my dotąd mało cenili nasom gware. Przed „Gazetą Podhalańską” nom nigdy nikt nie godoł, co worto nasa polsko gwara i jakim świętym obowiązkiem jest, by my se jom sanowali. Kpin i wyśmiewań to sie nom ta dostało casem. Jakeś jeno wyjechoł do Bobrowa, abo do Slanice, ci cały kerdel słowiackik dzieci lecioł za wozem i wyśpiewował po słowiacku:

Polok z Lipnice — e — e,

Niebude kapustnice — — —

Takie pośmiechy nos potem pobałamuciły. Ale teroz sie ta juz niek pośmiewo, kto kce, my se pódziemy swojom drogom; a kto sie nom na tej drodze bedzie pośmiéwoł, temu powiemy, ze nie robi po krześciańsku. My sie nie bedziemy nigdy z nikogo pośmiewać.

Nase wsi, Wielko i Mało Lipnica lezom pod samom Babiom-Górom a som jedne z najwięksyk dziedzin na Górnej Orawie. Wielka-Lipnica (Alsó Lipnica) mo przesło 600 domów pobudowanyk na przestrzeni 14 kilometrów. Mała-Lipnica (Felsó-Lipnicn) znacnie mniejso, ale i tak mo do 350 domów, a niemałom zasługę by se nabył u Pana Boga ten, kto by, idąc z jednego końca tej wsi na drugi, mówił pocierz za dusne zbawienie: zmówił by pore Ojcenasów.

Lud nas trudni sie gospodarstwem, ale gdy mu ziem nieuzycy dostatecnej zywności, to sobie potrefi i rzemiesłem dopomóc. Co w dziesiątej chałupie jest mularz, a co w trzeciej knop (tkacz). Nojdzie sie i pore bednorzy. Mularze sie rozchodzom w cas lata po całej Orawie, przechodzom nawet i na Liptów. Zarobiajom dość ładnie a przesłego roku, ze to Trściena dwa razy zgorzała, mieli przez całe lato robote. Skromniejsy zarobek juz jest przy tkaniu, bo knop taki musi od rania do nocy robić, by wyrobić dziennie 1 korone. Ale podcas zimy i to dobre biednemu lipnicanowi.

Trza tu jesce wspomnieć o tyk, co zdobyli dla lipnicanów w serokik stronak wielki honor. Som to budarze wież kościelnyk. Znani som nie jeno w nasej okolicy, gdzie prawie syćkie kościoły ozdobili lipniccy majstrowie, ale znani som nawet po innyk stolicak. Takie som chłopy sykowne. Rzemiesło to przechodzi z ojca na syna. Nojwybitniejsi som między innymi: Scepon Kudzia z Wielkiej, Jadamcyk i Roman Pakos z Małej Lipnicy. Ostatniego wsędy jeno Romanem nazywajom i ku mniejsym robotom, reperacyjom, abo ku naprawianiu krzyza nojradziej jego wołajom. Robi toniej, jako inni, bo jak jeno nie musi brać ze sobom duzo materyołu, to nie potrzebuje zodnyk ruśtowań. Jeno jednom line. Uwiąze jom ta jakosik u góry i łazi se po niej na wieży, jak pająk. A zeby mu sie zaś głowa nie zawracała, jako on powiada — to wypije przez dzień 3 litry gorzołki, ktorom zawse ze sobom bierze.

Kiedy juz mowa o gorzołce, to sie mi wypada przyznać, ze i óna nom zrobiła nieco hyru. Bo óno sie tu kiesik jeno jacy popijało. I śpiewało sie:

Pijali, pijali, ci nasi ojcowie;

Jakoz mome nie pić, kie my jik synowie…

Ale jak Bóg do, ten hyr pomału zmazemy ze siebie. Pijaństwo z roku na rok ustaje. W ostatnim casie nawet juz ni mozno u nos o takiem pijaństwie mówić, które by nas miało odróźnić od innyk sąsiednik wsi. Zasługa to nasego przewielebnego ks. probosca, Józefa Bonka, ktory juz od downa bardzo wytrwale pracuje na tem, by nos od tej gorzołki ratować. Staro sie o to scerze i obecny wielebny ks. wikary Ignac Paniak.

Załozylimy se tu niedowno spółke gazdowskom i towarzystwo ubezpiecenia bydła. Prezesem jest p. okolny notar, Mikołaj Wrchowina. Pon to bardzo siumny i ludzki; a cego mu nie mozemy zapomnieć, to tego, ze ozprawio z nami — po nasemu! Takze siumny panosek i p. podnotar F. Lukan.

Więcej wom ni mom co ciekawego pisać. Jeno wos jesce roz pieknie pozdrowiom i prosem mi przebocyć, jezelijek co niedorze napisoł; alejek tez dopiero pierwsy roz próbowoł pisać po polsku. Kie bedziemy dłuzej cytać nasom „Gazetę Podhalanką”, to bedziemy skorzej wiedzieli i napisać co. Zeby jeno Pan Bóg i na dalej scęścił i wom, co gazetke pisecie i nom, co jom cytomy.

Józek

Gazeta Podhalańska, Nowy Targ, Rok I, Nr 14, z 30 marca 1913 r.